Kredyt mieszkaniowy - dla kogo dopłaty ?


Już kilka różnych banków oraz większość spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych udziela we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego kredytów preferencyjnych dla małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci.

Tłumu chętnych na dopłaty do oprocentowania jednak nie ma z uwagi na istniejące ograniczenia. Niemniej jednak spadające ceny nieruchomości i rosnący wskaźnik kosztu odtworzenia 1 m2 czynią uzyskanie tego rodzaju pomocy coraz bardziej prawdopodobnym.

W zależności od województwa

Największą przeszkodą w otrzymaniu kredytu preferencyjnego przeznaczonego dla małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci nadal stanowi zbyt wysoka cena domu lub mieszkania. Nie może ona bowiem przekraczać kwoty stanowiącej iloczyn powierzchni użytkowej lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego i średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m2 powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Wskaźniki te różnią się w zależności od województwa, a w ramach tego samego województwa są inne dla miasta/miast wojewódzkich oraz reszty gmin. Aby szybko dowiedzieć się, na jaką cenę można sobie pozwolić (licząc na państwowe dopłaty do oprocentowania), warto zajrzeć do specjalnej tabeli znajdującej się na stronie internetowej Banku Gospodarstwa Krajowego (http://www.bgk.pl/druki/rns_wskaznik9.pdf).

Kredyt preferencyjny może zostać udzielony na:

- zakup będącego w budowie lub istniejącego domu jednorodzinnego lub lokalu mieszkalnego w budynku wielorodzinnym stanowiącego odrębną nieruchomość,

- zakup spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, którego przedmiotem jest lokal mieszkalny w budynku wielorodzinnym lub dom jednorodzinny,

- pokrycie kosztów budowy lokalu mieszkalnego w budynku wielorodzinnym lub domu jednorodzinnego, budowanego przez spółdzielnię mieszkaniową w celu ustanowienia odrębnej własności tego lokalu lub przeniesienia własności domu jednorodzinnego,

- wkład budowlany do spółdzielni mieszkaniowej, wnoszony w celu uzyskania spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, którego przedmiotem jest zasiedlany po raz pierwszy lokal mieszkalny,

- budowę domu jednorodzinnego,

- nadbudowę, przebudowę lub rozbudowę budynku mieszkalnego lub adaptację budynku lub lokalu o innym przeznaczeniu na cele mieszkalne, w celu uzyskania lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość.

Dla nieposiadających własnego M

O pomoc w spłacie kredytów zaciągniętych na cele wymienione wyżej mogą się ubiegać wyłącznie małżeństwa (niezależnie od tego, czy posiadają potomstwo), a także osoby samotnie wychowujące przynajmniej jedno:

..małoletnie dziecko,

dziecko, bez względu na wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny, lub

kształcące się dziecko do ukończenia przez nie 25 lat.

To jednak nie wystarczy. Dopłaty mogą być stosowane, jeżeli żadna z osób wnioskujących o kredyt w dniu zawarcia umowy kredytu preferencyjnego nie jest:

1) właścicielem lub współwłaścicielem budynku mieszkalnego lub lokalu mieszkalnego;

2) osobą, której przysługuje spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, którego przedmiotem jest lokal mieszkalny lub dom jednorodzinny;

3) osobą, której przysługuje spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego;

4) najemcą lokalu mieszkalnego.

Istotne jest jednak, aby powyższe warunki spełniać dokładnie w dniu zawarcia umowy o kredyt preferencyjny z bankiem czy spółdzielczą kasą oszczędnościowo-

-kredytową. Nie jest bowiem istotne, czy lub kiedy wnioskodawcy byli właścicielami innego lokum. Decyduje tylko i wyłącznie dzień zawarcia umowy o kredyt preferencyjny.

Z kolei najemcy lokali mieszkalnych oraz osoby, którym przysługują spółdzielcze lokatorskie prawa do lokali mieszkalnych, mogą otrzymać kredyt na preferencyjnych warunkach, lecz muszą się jednocześnie zobowiązać, że w ciągu 6 miesięcy rozwiążą umowę najmu bądź doprowadzą do wygaśnięcia prawa lokatorskiego w spółdzielni. Z korzyścią dla nich ustawodawca przewidział, że ów 6-miesięczny termin na rozwiązanie umowy najmu będzie liczony nie od dnia zawarcia umowy o kredyt preferencyjny, tylko od dnia uzyskania własności lokalu mieszkalnego, domu jednorodzinnego lub uzyskania spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego finansowanego z kredytu z dopłatami.

Ile wynoszą dopłaty?

Dopłaty stanowią równowartość 50% odsetek naliczonych od podstawy naliczenia dopłaty według stopy referencyjnej, obowiązującej w dniu naliczania dopłaty. Na ową stopę referencyjną składa się WIBOR 3M (trzymiesięczny) oraz marża wynosząca dwa punkty procentowe. W związku z tym stopa referencyjna obowiązująca w I kwartale 2008 r. wynosi 7,37%. Kredyty preferencyjne udzielane są wyłącznie się w złotych.

W przypadku mieszkań do 50 m2 oraz domów do 70 m2 podstawę naliczenia dopłaty stanowi cała pozostająca do spłaty kwota kredytu preferencyjnego. Przy większych mieszkaniach/domach państwo bierze na siebie połowę odsetek naliczonych wedle zmiennej stopy referencyjnej jedynie w odniesieniu do powierzchni 50 m2 przy mieszkaniach oraz 70 m2 przy domach jednorodzinnych, choć z kredytów preferencyjnych można korzystać nawet przy zakupie mieszkania o powierzchni użytkowej 75 m2 czy domu - 140 m2.

WAŻNE!

Dopłaty są stosowane przez 8 lat od dnia pierwszej spłaty odsetek.

Kredytobiorca spłaca odsetki w wysokości równej różnicy pomiędzy kwotą odsetek naliczonych przez bank według stopy procentowej określonej w umowie kredytu preferencyjnego a dopłatą do odsetek naliczoną według zasad określonych w ustawie. W efekcie kredytobiorcy płacą niespełna połowę odsetek.

Podstawa prawna: ustawa z dnia 8.09.2006 r. o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania (Dz. U. nr 183, poz. 1354 ze zm.).

Autor :  Tomasz Konieczny
Zródło : Gazeta Podatkowa

Zobacz ofertę kredytów mieszkaniowych, w tym kredyty hipoteczne

Jak inwestować w nieruchomości : Warsztat adresowany jest do osób zainteresowanych inwestycjami w nieruchomości i zatytułowany: W jaki sposób sfinansować zakup nieruchomości z minimalnym, lub zerowym wkładem?

zobacz : Jak inwestować w nieruchomości


Nieruchomości : Umowa najmu jako jedna z twoich strategii


Umowa najmu jako jedna z twoich strategii


Zobacz ofertę kredytów mieszkaniowych, w tym kredyty hipoteczne

Jak inwestować w nieruchomości : Warsztat adresowany jest do osób zainteresowanych inwestycjami w nieruchomości i zatytułowany: W jaki sposób sfinansować zakup nieruchomości z minimalnym, lub zerowym wkładem?

zobacz : Jak inwestować w nieruchomości

Analiza techniczna GPW


Analiza techniczna (inaczej analiza wykresów) – zbiór technik mających na celu prognozę przyszłych cen (kursów) papierów wartościowych, walut czy surowców na podstawie cen historycznych. Zadaniem analizy technicznej jest wyznaczenie momentów, kiedy warto jest dany papier wartościowy kupić, a kiedy sprzedać. Wsparciem prognoz są liczne wskaźniki.

W przeciwieństwie do analizy fundamentalnej wskaźniki makroekonomiczne, analizy branżowe czy raporty ogłaszane przez spółkę nie są brane pod uwagę w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wszystkie potrzebne do prognozy informacje odczytuje się z wykresu historycznej zmienności cen.

Modele analizy technicznej zakładają, że ceny akcji zmieniają się według możliwych do zaobserwowania, powtarzalnych schematów. Zależnie od zastosowanego modelu można zauważyć powtarzalność pewnych figur geometrycznych lub zachowanie wskaźników statystycznych.

Założenia analizy technicznej

Analiza techniczna opiera się na 3 podstawowych założeniach:

1) rynek dyskontuje wszystko - cena uwzględnia wszystkie dostępne informacje dotyczące danego papieru wartościowego, jego emitenta, sytuację mikro i makroekonomiczną oraz uwarunkowania gospodarcze i polityczne.
2) ceny podlegają trendom - ceny znajdują się w określonych trendach (wzrostowym, spadkowym, horyzontalnym) i będą tym trendom podlegać, dopóki nie nastąpią wyraźne sygnały oznajmujące odwrócenie tego trendu.
3) historia się powtarza - analiza techniczna zajmuje się badaniem przyszłości, w oparciu o badanie przeszłości.

Formacje w analizie technicznej

Do formacji w analizie technicznej zaliczamy

* Formacja trójkąta
* Formacja czworokąta
* Formacja diamentu
* Formacja spodka
* Formacja V
* Formacja klina
* Formacja głowy i ramion
* Formacja podwójnego szczytu
* Formacja podwójnego dna
* Formacja potrójnego szczytu
* Formacja potrójnego dna
* Formacja flagi
* Formacja chorągiewki
* Formacja Gartley

Metody

* analiza liniowa
* świece japońskie
* fale Elliotta
* poziomy Fibonacciego
* wskaźniki analizy technicznej

Tekst udostępniany na licencji GNU Free Documentation License.

Jak często zdarza Ci się popełnić błąd podczas nabycia akcji danej spółki? Kupiłeś za wcześnie? Za późno? Poznaj receptę na to, aby „wstrzelić się” w rynek! - Współczesna analiza techniczna i wynikające z niej metody i techniki inwestycyjne

Indeks giełdowy


Indeks giełdowy
– wartość obliczona na podstawie wyceny akcji wybranych spółek giełdowych. Umożliwia syntetyczne przedstawienie koniunktury na giełdzie lub stanu jakiegoś sektora spółek.

Indeksy giełdowe można podzielić na dochodowe (np. WIG, WIGpl) i cenowe (np. WIG20, mWIG40, sWIG80, FTSE 100, S&P 500). Indeksy dochodowe uwzględniają dochody z tytułu dywidend i praw poboru.

Ponieważ indeks giełdowy powinien zapewniać porównywalność wyników bieżących z dowolnymi wynikami z przeszłości, jest on każdorazowo dzielony przez tzw. współczynnik korygujący, dzięki czemu wartość indeksu nie wzrośnie z powodu wejścia na giełdę dodatkowych spółek.

Kiedy mówi się o hossie lub bessie na giełdzie, oznacza to zwykle długotrwały wzrost lub spadek głównego indeksu danej giełdy np. WIG-u na warszawskiej giełdzie.

Indeksy giełdowe według państw świata

* Arabia Saudyjska: Tadawul
* Argentyna: Merval
* Australia: All Ordinaries
* Austria: ATX
* Belgia: Bel 20
* Brazylia: Bovespa
* Chile: IPSA, IGPA
* Chiny: SSE Composite
* Czechy: PX 50
* Dania: KBX, OMXC20
* Estonia: OMXT
* Filipiny: Philippine Stock Exchange
* Finlandia: OMXH25
* Francja: CAC 40, SBF 250
* Hiszpania: IGBM, IBEX 35, Latibex
* Holandia: AEX
* Hong Kong: Hang Seng Index
* Indie: S&P CNX Nifty, BSE SENSEX
* Indonezja: IHSG
* Iran: TSE
* Izrael: TASE 100
* Japonia: Nikkei 225 : Topix
* Kanada: TSE 300
* Korea Południowa: KOSPI
* Litwa: OMXV
* Łotwa: OMXR
* Malezja: KLCI
* Meksyk: IPC
* Niemcy: DAX, MDAX
* Norwegia: OSE
* Nowa Zelandia: NZSX50
* Pakistan: KSE
* Polska: WIG, WIG20, TECHWIG, mWIG40, sWIG80
* Portugalia: PSI 20
* Rosja: RTS
* Rumunia: BET 10
* Singapur: STI
* Stany Zjednoczone: Dow Jones Industrial Average, Nasdaq Composite, Nasdaq-100, S&P 500
* Szwecja: Affarsvarlden Gen, OMXS30
* Szwajcaria : Swiss Market Index
* Tajwan: TAIEX
* Ukraina: KAC 20
* Węgry: BUX
* Wielka Brytania: FTSE 100
* Włochy: MIB 30, MIBTel

Międzynarodowe indeksy giełdowe

* Europa: Eurostoxx 50

Tekst udostępniany na licencji GNU Free Documentation License.

Odkryj akcje i kontrakty terminowe futures - i zacznij na poważnie zarabiać na giełdzie…

Na czym polega weksel i zasada indos


Weksel jest papierem wartościowym, a więc może pełnić funkcję pieniądza. Osoba, która posiada weksel może go sprzedać bądź przenieść na inną osobę.

Indos, przeniesienie wszelkich praw płynących z weksla, czeku i niektórych innych rodzajów papierów wartościowych (na zlecenie) przez jego posiadacza (Indosanta) na rzecz innej osoby(Indosatariusza)

Odkryj akcje i kontrakty terminowe futures - i zacznij na poważnie zarabiać na giełdzie…

Promocja Twojej Nieruchomości


Promocja Twojej Nieruchomości


Zobacz ofertę kredytów mieszkaniowych, w tym kredyty hipoteczne

Jak inwestować w nieruchomości : Warsztat adresowany jest do osób zainteresowanych inwestycjami w nieruchomości i zatytułowany: W jaki sposób sfinansować zakup nieruchomości z minimalnym, lub zerowym wkładem?

zobacz : Jak inwestować w nieruchomości

Donald Trump i Robert Kiyosaki Dlaczego chcą, żebyś był bogaty? - wywiad z autorami

Donald Trump i Robert Kiyosaki Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty

WYWIAD

RICHARD TAYLOR:

Dwóch mężczyzn – jedno przesłanie. Porozmawiajmy najpierw o tym, jak powstała ta książka. Panie Trump, czy może pan powiedzieć dlaczego zaproponował pan, byście napisali ją razem?

DONALD:

Od dawna byłem wielkim fanem Roberta i książek z serii „Bogaty ojciec”, znam je, czytałem, wszyscy moi znajomi je czytali. Robert jest naprawdę wyjątkowym człowiekiem i chciałem wspólnie z nim coś zrobić. Kiedyś razem przemawialiśmy. Słuchałem go i spodobało mi się, on słuchał mnie i zakładam, że też mu się podobało. Proszę go spytać, ale myślę, że był zadowolony. Któregoś dnia słuchało nas jakieś sześćdziesiąt pięć tysięcy ludzi. W którymś momencie podszedł do mnie i powiedział: „Powinniśmy coś zrobić razem”. Ja miałem na koncie kilka bestsellerów, on miał kilka swoich, no i połączyliśmy siły.

RICHARD TAYLOR:

Panie Kiyosaki, jak się pan czuł, kiedy pan Trump zaprosił pana do napisania wspólnej książki?

ROBERT:

Rzeczywiście, zawsze go słuchałem, a on często mówił o tym, by myśleć na wielką skalę. Abyśmy mogli siąść do wspólnej książki, musiałem najpierw pomyśleć na wielką skalę, bo nie mieściło mi się to w głowie, jestem mu wdzięczny, że udzielił mi trochę swojego prestiżu.

DONALD:

Obaj byliśmy pod wrażeniem siebie nawzajem…

RICHARD:

Jakim doświadczeniem była dla panów praca nad tą książką?

DONALD:

Uwielbiam tego człowieka. Jego żona, Kim też jest niesamowita. Napisała już swoje własne książki, które czytałem i od początku ceniłem . Nie wspierałbym ich, gdybym się z nimi nie zgadzał. Połączyła nas wyjątkowa więź i przyszło nam to łatwo. Nie było między nami żadnych problemów, kłopotów, bo myślimy w ten sam sposób, mamy podobne pomysły, uwielbiamy uczyć ludzi i chcemy to robić, by im pomagać. To jest dla nas najważniejsze, Robert chce pomagać ludziom i ja też.

RICHARD:

Panowie, właściwie obaj moglibyście już przestać cokolwiek robić. Dlaczego nadal pracujecie?

ROBERT:

Mielibyśmy zrezygnować? Nie. Uwielbiamy uczyć. Czy zarabianie pieniędzy to zabawa? Najlepsza! I myślę, że taki jest nasz przekaz, wolimy, żebyś był bogaty niż
biedny. Martwi nas, że klasa średnia się zmniejsza. To samo mówi Allan Greenspan, że zanikanie klasy średniej jest zagrożeniem dla kapitalizmu i stabilizacji w świecie. Ale skoro możemy wybrać, czy być bogatym, czy biednym, to lepiej być bogatym, prawda?

DONALD:

Można to też ująć inaczej, chcemy nauczyć ludzi, jak zarabiać pieniądze, wyrwać się z klasy średniej i wejść do klasy wyższej, jeśli chodzi o osiągane zyski. Uczymy ludzi, jak to robić. Ja właśnie tym się teraz zajmuję i lubię to. Zarabiam dużo, to fakt, ale uwielbiam też uczyć. Studiowałem w Wharton School of Finance, byłem dobrym studentem i zawsze wierzyłem w edukację. Kiedy występuję publicznie, czy to przed studentami, czy przed kimś innym, uwielbiam przekazywać to, co wiem. A wiem, jak zarabiać pieniądze.

ROBERT:

Obaj z Donaldem mieliśmy bogatych ojców, wiele nauczyliśmy się już w domu. A później on stworzył swój telewizyjny program edukacyjny The Apprentice, który odniósł spektakularny sukces, sam go oglądałem. Wiele się uczyłem, widząc jak ludzie popełniają w nim straszne błędy, a on im robi „BUM”. To było coś! Sam się przy tym uczyłem!

DONALD:

Tak, The Apprentice to była dobra zabawa. Tak jak mówi Robert, ten program odniósł sukces, bo czegoś uczył. Byli tam ludzie z Harvardu, Yale, Whartona, najlepsi. Czasem są bardzo mądrzy, a nie zawsze na takich wyglądają. Wszyscy są mądrzy, ale nie widać tego po nich. The Apprentice stał się najpopularniejszym programem w tej stacji. Co zadziwiło wszystkich, bo wcześniej słyszałem, że program biznesowy nie ma prawa pojawić się w czasie najwyższej oglądalności. I nigdy wcześniej w historii telewizji coś takiego się nie zdarzyło. A The Apprentice został najpopularniejszym programem telewizyjnym. Bawił, ale przede wszystkim uczył i to właśnie obaj z Robertem robimy teraz. Znowu.

RICHARD:

Panie Trump, co powoduje, że osiąga pan sukcesy?

DONALD:

Uwielbiam to, co robię i robię to dobrze. Z pewną dozą inteligencji trzeba się urodzić. Robert też nie powie, że można wziąć kogoś, kto nie jest specjalnie mądry i w cudowny sposób zmienić go w multimilionera. Z czymś takim trzeba się urodzić. Ale wiele osób to coś w sobie ma. Przyjmij, że masz w sobie co trzeba, kochaj to, co robisz, nigdy nie rezygnuj, nigdy… a potem przychodzą kolejne małe rzeczy, których uczymy w książce.

RICHARD:

Pochodzicie obaj z bardzo różnych środowisk, pan z Nowego Jorku, finansowej stolicy świata, a pan, panie Kiyosaki z leniwej, wyluzowanej…

DONALD:

On wcale nie jest leniwy, proszę mi wierzyć…

RICHARD:

Ale pochodzi z takich okolic, gdzie raczej żyje się wolniej. Jak to się stało, że się spotkaliście, pan na początku nie miał żadnych pieniędzy, a pan ich trochę miał, jednak dziś pracujecie razem.

ROBERT:

Może ja odpowiem. Miałem wielkie szczęście, że w ’65 roku opuściłem senne, rolnicze miasteczko na Hawajach, by studiować w Nowym Jorku. To były dwa najtrudniejsze lata mojego życia, bo jak pan powiedział, ja wciąż byłem wyluzowany, leniwy… a takich w Nowym Jorku po prostu się wyrzuca, prawda? W tym mieście nie można być leniwym. Ale po drugim roku zacząłem kochać Nowy Jork. Myślę, że właśnie dlatego na wiele rzeczy patrzymy tak samo, bo Nowy Jork mnie zmienił, już nigdy nie wróciłbym na Hawaje. Nowy Jork to najbardziej wyjątkowe miejsce na Ziemi, finansowa stolica świata, i to chyba jest odpowiedź.

DONALD:

To miasto ma mnóstwo energii i wszystkim się ona udziela. Wychodzą z samolotu i nie czują się najlepiej, a potem wszędzie zjawiają się ludzie pełni energii i to naprawdę ma tak niesamowity wpływ – jak kiedyś w przypadku Roberta. Przyjechał do Nowego Jorku, a ja akurat wtedy jechałem na Hawaje, bo stawiałem duży budynek w Honolulu. Nowy Jork to świetne miejsce.

RICHARD:

Panie Trump, czy pan się boi porażki?

DONALD:

Nie, nie boję się. Gdy włączamy telewizor, widzimy tysiące ludzi, którzy codziennie giną z powodu trzęsień ziemi, tsunami, huraganów, na wojnach, na których w ogóle nie powinno nas być. Kiedy się widzi te wszystkie problemy na świecie, to czego się tu bać tak naprawdę? To nie ma znaczenia. W pewnym sensie to wszystko nie ma znaczenia. I ja to mówię ludziom. Wtedy opada z nas pewne napięcie. Jeśli będziemy to wszystko traktować zbyt poważnie, staniemy się kłębkiem nerwów. Trzeba się cieszyć tym, co robimy, robić to jak najlepiej, ale w ostatecznym rozrachunku, co tak naprawdę ma znaczenie? To zdejmuje z nas pewne napięcie. Nie wiem, czy Robert się ze mną zgodzi, ale często widzę ludzi, którzy tak bardzo się czymś przejmują, że nie potrafią już normalnie funkcjonować. Czasem trzeba sobie powiedzieć: „Nieważne, czy to się uda, czy nie”. Ale do tego trzeba się pozbyć tego wielkiego napięcia. Wtedy łatwiej jest działać.

ROBERT:

Myślę, że łączy nas i to, że obaj chodziliśmy do szkół wojskowych, a tam się uczy dyscypliny, tego, że trzeba być silniejszym, wykonywać rozkazy i przewodzić. No i jeszcze to, że obaj ponieśliśmy porażki. On stracił prawie miliard…

DONALD:

Straciłem dużo pieniędzy… już sprzedałem tę gazetę.

ROBERT:

Ja straciłem tylko milion. Dzięki czemu stajemy się lepsi? Kiedy napisałeś książkę „The Art. Of the Deal”
byłem pod wielkim wrażeniem. Ale kiedy napisałeś „The Art of
the Comeback”, czyli o tym jak to jest powrócić do gry po stracie… Ludzie się martwią, że stracili kilkaset dolarów, a ty straciłeś miliard…

DONALD:

Kilka miliardów…

ROBERT:

I wracasz! Myślę, że to nas łączy, kiedy już raz doświadczyłeś… tak wiele tego, czego wszyscy się bardzo boją, to już się nie obawiasz. Myślę, że to jest ta różnica. Dla mnie osobiście to była najlepsza szkoła, kiedy przeanalizowałem wszystkie własne błędy i od nowa zacząłem budować firmę.

DONALD:

Nie chciałbyś tego powtarzać, ale to świetna edukacja…

ROBERT:

Przeczytałem „The Art Of the Comeback” i pomyślałem: to jest wielki człowiek. Stąd się wziął mój szacunek do niego, bo książka „The Art Of the Deal” opowiadała o jego sukcesach, ale kiedy napisałeś „The Art Of the Comeback” urosłeś w moich oczach. Większość ludzi nie przyznałaby się publicznie do błędów.

DONALD:

Bo też różne rzeczy się zdarzają, rynek się zmienia, na początku lat dziewięćdziesiątych mieliśmy katastrofę w nieruchomościach i wielu mądrych, solidnych ludzi straciło wszystko. Ja zawsze walczyłem ostro, wielu moich znajomych zbankrutowało, a ja nigdy. Niektórzy zbankrutowali i dosłownie zniknęli, próbowałem się z nimi kontaktować, ale nie odpowiadają, bo czują się fatalnie, a to było wiele lat temu. Ja walczyłem bardzo twardo, nie zbankrutowałem, zawsze się dogadywałem z bankami i w pewnym sensie była to dla mnie dobra zabawa. To może brzmieć irracjonalnie, ale bardzo wiele się uczysz o sobie, kiedy walczysz z przeciwnościami. Kiedy się zmagasz z poważną przeszkodą, odkrywasz, jaki jesteś naprawdę, czy wytrzymujesz presję. Znam ludzi, którzy zawsze byli silni i twardzi, a potem zmieniali się w beksy. Na początku lat dziewięćdziesiątych dosłownie klęczeli na ziemi i płakali. Pamiętam jednego człowieka, którego ścigał bank. To był bardzo arogancki facet. Uważał się za kogoś wybitnego, o wiele lepszego niż ludzie, którzy go obsługiwali w banku, bo były lata osiemdziesiąte i dobrze mu się wiodło. Traktował tych ludzi bardzo źle, a w tym czasie dawał pod zabezpieczenie swój osobisty majątek. Potem przyszedł rok dziewięćdziesiąty i nagle nie był w stanie spłacać tych kredytów, chcieli mu zabrać dom, żonę, psa, wszystko. I nagle ten arogancki człowiek, którego ja uważałem za twardego gracza, padł na kolana, błagał tych bankierów i płakał. Pomyślałem, że to jest żałosne.

RICHARD:

Nie miał nic…

DONALD:

Nie chodzi nawet o to, tylko… w ogóle go nie żałowałem, bo wiedziałem, że to był zły, bardzo arogancki człowiek, i w dodatku okazało się, że nie miał charakteru. W trudnych momentach odkrywasz prawdę o sobie, widzisz, czy jesteś silny, czy masz odwagę, czy zniesiesz presję. A tego się nie dowiesz, kiedy wszystko idzie dobrze.

ROBERT:

Ja się nieźle napracowałem nad moim charakterem. Odkryłem swoje wady i wiedziałem, co muszę zmienić. Myślę, że najważniejsze jest tu słowo „powrót”. Obaj mamy znajomych, którzy otrzymali cios i już się nie podnieśli.

DONALD:

Tak jest najczęściej. Rzadko się zdarza, by ktoś się podniósł. To wymaga od człowieka specjalnych cech charakteru.

ROBERT:

W naszej książce dużo piszemy o tym, dlaczego zwyciężamy, dlaczego wracamy na ring. Tu chodzi nie tyle o samo zwyciężanie, ile o to, żeby wracać do walki. Sporo piszemy w tej książce o naszych krytycznych momentach, na przykład w szkole wojskowej. Wiele osób służy dzisiaj w armii, czy zgodzisz się, że wyszkolenie wojskowe pomaga później w biznesie?

DONALD:

Uwielbiałem to, i choć odkryłem, że wojsko nie jest dla mnie, ale samo wyszkolenie bardzo mi się podobało. Musiałem się dostosować do tego systemu. Miałem sierżanta o nazwisku Debias, naprawdę twardego. Na niego nie działały żadne sztuczki, jakie się stosowało wobec innych. Zawsze cię dopadł. Nie było tak jak dzisiaj, że jak ktoś ci przywali pięścią w twarz, to idzie do więzienia. Oni nas traktowali naprawdę twardo, dawali nam popalić. Nie chcę bronić tamtych metod, ale wiem, że człowiek uczył się wtedy o wiele więcej, niż dziś, kiedy nauczyciele boją się nawet podnieść głos na uczniów, żeby nie stracić pracy. Łatwiej dziś wyrzucić nauczyciela, niż ucznia! Myślę, że obaj z Robertem nauczyliśmy się wiele w szkole wojskowej. Dla mnie wojsko to nie było najlepsze rozwiązanie, ale na pewno mam teraz wiele szacunku dla tej instytucji.

ROBERT:

Wojsko dokonało u mnie tego, czego moi rodzice nie chcieli zrobić. Myślę, że to jest największa różnica. Ja też nie pozostałem długo w marynarce, ale na pewno odebrałem tam ważną lekcję, największą, czyli jak pokonać strach. Wiem, że żołnierze, którzy wrócą z Iraku, doświadczą strasznych rzeczy, ale wrócą jako silniejsi ludzie, o ile nie pozwolą, by te przeżycia ich pokonały. Wielu wracających z Wietnamu na to pozwoliło, a ja uważałem, że… będę silniejszy niż dramat jaki widziałem. Myślę, że właśnie to daje nam dziś siłę w biznesie. Dla mnie to była na pewno chwila prawdy o sobie.

RICHARD:

Porozmawiajmy teraz o pieniądzach. Niektórzy mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, że człowiek nie jest z nimi szczęśliwy, czy to prawda?

DONALD:

Tak, prawda, ale na pewno bardzo ułatwiają życie. Jeśli możesz wykształcić dzieci, nie musisz się martwić, czy stać cię na dobrego lekarza, kiedy ktoś w rodzinie zachoruje, z pewnością jest ci w życiu łatwiej. Ja nie używam określenia „szczęśliwy”,
tylko „zadowolony”. A to pieniądze dają na pewno. A powyżej pewnego poziomu, to już jest tylko gra, ale można ją po prostu kochać.

ROBERT:

Właśnie, to jest gra, prawda?

DONALD:

Tak, i chcesz w nią grać dobrze, nie chcesz przegrywać. Ale to tylko gra.

RICHARD:

Czy dzisiaj łatwiej jest zostać bogatym niż trzydzieści lat temu?

ROBERT: Myślę, że tak. Internet i komunikacja są łatwiejsze, jest więcej możliwości zarabiania i pomnażania pieniędzy. Powiem jeszcze coś o tych, którzy mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. Zdarzało mi się nie mieć pieniędzy i jeśli ktoś mi mówi, że pieniądze nie czynią człowieka szczęśliwym, to chyba nigdy nie był bez grosza albo ktoś mu po prostu dał pieniądze. Kim i ja jesteśmy małżeństwem już od dwudziestu lat i pamiętam, że kiedy nie mieliśmy pieniędzy, walczyliśmy ze sobą o wiele bardziej. Dziś jesteśmy szczęśliwsi. To jest gra, śledzimy nasze wyniki, cieszą nas one… i jak mówi Donald, chodzi o to, czy kochasz to, co robisz. Jeśli dla pieniędzy robisz coś, czego nie lubisz, to jesteś biedny, dla mnie byłoby to piekło.

RICHARD:

Panie Trump, czy myśli pan, że każdy może być bogaty?

DONALD:

Nie, myślę, że nie każdy. Uważam, że nasz świat nie gra z nami fair i że, niestety trzeba się urodzić z pewną dozą inteligencji. To nie musi być superinteligencja, ale trochę trzeba jej mieć. Nie można komuś, kto nie ma oleju w głowie, powiedzieć: „Tu masz kartkę, jest na niej napisane wszystko, co masz robić. Wystarczy, że będziesz wykonywał te proste czynności, byś stał się bogaty”. Świat taki nie jest. Często słyszymy, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi. To brzmi wspaniale, napisali to jacyś cudowni ludzie, tyle, że to nieprawda, bo nie wszyscy ludzie są tacy sami. Dziś się mówi, „wszyscy mężczyźni i kobiety”, oczywiście wiele lat temu nie powiedziano by tego. Jednak niewątpliwie trzeba mieć coś tu, pod czaszką i kiedy założymy, że ktoś to ma, może zostać bardzo bogaty.

ROBERT:

O tym właśnie jest ta książka. Bo jeśli nie umiesz być bogaty w Ameryce, to nigdzie nie będziesz bogaty. Nie ma chyba miejsca na świecie, gdzie łatwiej byłoby to zrobić. Cały ten kraj jest tak zaprojektowany, by ułatwić sprawę tym, którzy chcą być bogaci. I stąd nasze obawy, bo uważamy, że życie dzisiaj stało się trochę zbyt łatwe. Ludzie są przekonani, że wiele im się należy, i to zarówno bogaci, jak i biedni. Oczekują, że rząd się o nich zatroszczy. I to nas martwi. Uważamy, że naszym głównym problemem jest dzisiaj globalizacja, żaden rząd nie jest w stanie ochronić swoich obywateli przed światem. Nie zapobiegnie zwyżkom cen ropy, nie zahamuje wzrostu potęgi Chin. Dziś przeciętna osoba konkuruje o miejsce pracy z kimś w Indiach, na Filipinach, czy w Irlandii. Świat jest dziś inny, łatwiej jest stać się bogatym, ale jeśli przyjmiesz postawę roszczeniową, to będzie ci ciężko.

DONALD:

Chyba nie zgodzę się z Robertem, że rząd nie może nic zrobić w sprawie cen ropy. Myślę, że mógłby je bardzo obniżyć. Krajom i firmom produkującym ropę wiele uchodzi na sucho, podobnie jak ludziom i firmom związanym z energią. Myślę, że w tej dziedzinie rząd mógłby działać o wiele aktywniej, ale wielu rzeczy nasze rządy nie potrafią zrobić dobrze.

RICHARD:

Jak pan myśli, jak będzie wyglądać przyszłość naszej gospodarki?

DONALD:

Wiele będzie zależało od tego, kto zostanie prezydentem w Stanach, czy wycofamy się z wojny w Iraku, gdzie nie powinno nas być. Wydaliśmy tam od pięciuset do dziewięciuset miliardów dolarów, a nie potrafimy odbudować Nowego Orleanu, Luizjany, gdzie wydajemy bardzo niewiele. Tak wygląda nasz kraj. Nie dajemy pieniędzy na edukację, ale przeznaczamy ogromne sumy, setki miliardów dolarów na pomoc dla Irakijczyków, którzy nie chcą, żebyśmy tam byli. Przyznajmy to, oni nas tam nie chcą, albo tylko nieliczni. Dlatego wiele zależy od naszych przywódców, kto to będzie i jak skutecznie poprowadzi ten kraj.

RICHARD:

Panie Kiyosaki, dlaczego pan tak lubi nieruchomości?

ROBERT:

Jedno słowo: kontrola. Nie mam żadnej kontroli nad akcjami, firmami, a w nieruchomościach mam wpływ na przychód, wydatki, wartość aktywów, amortyzację, podatki, zarządzanie, na wiele rzeczy. Główny powód jest taki, że mój bank chętnie pożyczy mi pieniądze na zakup nieruchomości, ale nie pożyczy na fundusze inwestycyjne. Nieruchomość możemy ubezpieczyć, a jednostek funduszu nie. Korzyści jest bardzo wiele, ale by odnieść sukces w nieruchomościach, trzeba być jeszcze mądrzejszym. Tu też są dobre i złe inwestycje. Musisz być jeszcze lepszy, bo jeśli stracisz kontrolę nad nieruchomością to tracisz wszystko.

RICHARD: A co pan myśli o cenach ropy i złota?

DONALD:

Ze złotem jest ciekawa sytuacja, bo ludzie często się zastanawiają, jakie ono ma znaczenie. A przecież złoto jest standardem od bardzo wielu lat. Od początku ludzkości było standardem, więc lepiej z nim nie igrać, bo to jest niezwykle trudne.

Uwielbiam nieruchomości, to jest kreatywny biznes. Znam się na nim, Robert się na nim zna, dobrze sobie radzimy. Jak mówił Robert, w nieruchomościach można zrobić wiele rzeczy, które są niemożliwe w innych biznesach, w sensie finansowania, użycia dźwigni, transferu zysku. Jeśli człowiek wie co robi, może wziąć hipotekę pod budynek, nie zainwestować w niego nic, a pieniądze wykorzystać gdzie indziej – co jest nie do zrobienia z wieloma innymi firmami. Nieruchomości to zawsze był dobry biznes, wystarczy spojrzeć na listę Forbesa. Wielu naprawdę bogatych ludzi zbiło fortunę na nieruchomościach, nie wszyscy, ale wielu. To sprawia frajdę, jest jak malowanie obrazu – jest piękne i ma się coś, czego można dotknąć, poczuć. A przyakcjach masz tylko mały certyfikat, trudno powiedzieć co ma się naprawdę. Gdy się ma coś namacalnego, prawdziwego, w czym da się nawet mieszkać, można poczuć się lepiej.

ROBERT:

Ja bym dodał jeszcze drugie słowo: kreatywność. Właśnie tak zarabiasz pieniądze, bierzesz coś, czego nikt inny nie chce, a kilka lat później stoi tam wysoki, lśniący budynek – jak twoje projekty w Honolulu czy Waikiki. Dziś wszyscy chcą budować w tej części Waikiki, ponieważ „pan Trump tam wchodzi”. Jakby miał czarodziejską różdżkę – kiedy on tam wchodzi, cała okolica ożywa.

DONALD:

Powtarzam wszystkim, że to najlepsza możliwa lokalizacja w mieście. Słyszałem na jej temat dwie opinie. Jedni mówili: to nie najlepsze miejsce, ale idzie w górę, a inni: to będzie Piąta Aleja Hawajów. Nie wiedziałem, co myśleć, ale wybrałem ten drugi tok myślenia, bo wielu ludzi uważa, że to będzie świetne miejsce. Na tym polega piękno nieruchomości. Można wziąć taki teren, postawić tam piękny budynek, z odpowiednią architekturą i zapleczem, a później go wypromować. Można z tej okolicy zrobić świetną lokalizację. Gdy budowałem Gulf & Western Building, po zachodniej stronie Central Parku –nazywano to miejsce Columbus Circle – stał tam stary, niezbyt piękny budynek. Ludzie mówili: „To niedobra lokalizacja”. A ja na to: „Dobre sobie!”. Dziś to tak zwany Zachodni Central Park i uzyskujemy tam najwyższe stawki w mieście. To doskonała lokalizacja. Myślę, że to samo stanie się na Hawajach, ale trzeba wiedzieć, co się robi, żeby przekonać do tego ludzi. No i stworzyć odpowiedni produkt, bo samymi słowami się ich nie przekona.

ROBERT:

Ja zawsze mówię, że różnica między nami jest taka, że Donald jest deweloperem. Taki ktoś musi mieć wizję, dostrzec coś, czego jeszcze nie ma, a potem to stworzyć. Więc kiedy słyszę, że „wszystko zależy od lokalizacji”, mówię: „Nie! Wszystko zależy od dewelopera”. Dobry deweloper potrafi wziąć złą lokalizację i zmienić ją w najlepsze miejsce w okolicy. Można też zrobić odwrotnie, czyli zniszczyć dobrą lokalizację. Więcej zależy od dewelopera, niż od lokalizacji. Donald robi to teraz w Waikiki. Znam tamte strony, tam się wychowałem. Kiedyś to była najpiękniejsza część miasta. Potem ktoś ją zaniedbał i źle nią zarządzał. A to, co on tam teraz robi jest czymś absolutnie… ja nie potrafiłem tego dostrzec. On wyburza cały kwartał, jeździliśmy tam z Kim na rowerach i zadzieraliśmy głowy: „O rany, popatrz!” Ja tego nie widziałem, nie wyobrażałem sobie! Mieszkałem tam i tego nie widziałem. To była okropna okolica, a teraz… On przejął budynek i upiększa go, część wyburzył, część ozdobił rzeźbami, poszerzył ulicę, przestarzałe miejsce zrobiło się całkowicie nowoczesne.

DONALD:

Robert powiedział coś ciekawego. Do znudzenia słyszę w kółko, że wszystko zależy od lokalizacji, jakby nikt wcześniej tego nie słyszał. Odpowiadam wtedy: „Dajcie spokój!”. Wiele razy widziałem, jak bezmyślni ludzie przejmowali świetną lokalizację i tracili na niej pieniądze. Widziałem też mądrych ludzi, którzy za niewielką cenę brali złą lokalizację i zarabiali na niej fortunę. To nie lokalizacja decyduje. Oczywiście, kiedy miejsce jest piękne, wszystko idzie łatwiej i przyjemniej. Ale najlepsze transakcje robisz wtedy, kiedy kupujesz coś tanio i tworzysz tam świetną lokalizację. Często się zdarza, że ktoś niezbyt mądry niszczy dobre miejsce.

ROBERT:

Obaj z Donaldem mieliśmy to szczęście, że uczyli nas bogaci ojcowie. Mnie uczył ojciec mojego przyjaciela. Finansowa edukacja jest dziś o wiele ważniejsza, niż kiedyś.

O AUTORZE: Robert Kiyosaki, autor książki “Bogaty ojciec, Biedny ojciec” to inwestor, biznesmen i nauczyciel. Uczy innych, jak sprawić, aby pieniądze ciężko pracowały dla nas, a nie my dla pieniędzy. Sprzeciwia się tradycyjnemu postrzeganiu finansów i inwestowania. Twierdzi, że często powtarzana rada - zdobądź dobrze płatną pracę, wytrwale pracuj, oszczędzaj, spłacaj długi i inwestuj długoterminowo - jest przestarzała. Aby poznać prawie wszystkie sekrety Bogatego ojca i Roberta Kiyosaki, odwiedź stronę: http://www.bogatyojciec.pl

Donald Trump i Robert Kiyosaki Dlaczego chcą, żebyś był bogaty? - komunikat prasowy

Właśnie pojawiła się na polskim rynku oczekiwana książka Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty. Dwóch mężczyzn - jedno przesłanie. Książka ta została napisana przez Roberta Kiyosaki, autora międzynarodowego bestsellera “Bogaty ojciec, Biedny ojciec” (bestseller 2007 roku według Empiku), wspólnie z jednym z najbogatszych ludzi na świecie - Donaldem Trumpem.

Donald Trump i Robert Kiyosaki w swojej książce “Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty” mówią o tym, co ich zdaniem powinieneś wiedzieć, żeby stać się zamożnym człowiekiem. Obaj i w życiu, i w swojej książce postępują zgodnie ze starą jak świat zasadą: „Daj człowiekowi rybę, a nakarmisz go na cały dzień. Naucz człowieka, jak łowić ryby, a nakarmisz go na całe życie”.

Autorzy tłumaczą, że aby „nauczyć ludzi, jak łowić ryby”, trzeba uświadomić im, jak sami mogą tworzyć rozwiązania problemów, przed którymi wszyscy stoimy. To zupełnie inna jakość życia niż wtedy, gdy ktoś „daje ludziom rybę”, co w konsekwencji tylko uzależnia ich od kogoś innego i jest przyczyną kolejnych kłopotów. Pieniądze same w sobie nie rozwiążą problemów, które wynikają z ich braku.

„Bogaci się bogacą, a pozostali ludzie stają się coraz biedniejsi. Zanika klasa średnia, co przyczynia się do powstawania społeczeństw dwuklasowych.” Trump jest przekonany, że „niebawem będziesz albo bogaty, albo biedny. Jeśli chcesz być bogaty, skorzystaj z edukacji finansowej, którą oferuje Ci książka i osiągnij ten cel”.

Możesz dać człowiekowi rybę i nakarmić go na cały dzień, albo nauczyć go łowić ryby i nakarmić na całe życie” - stwierdza Kiyosaki. I dodaje: „Donald i ja jesteśmy zaniepokojeni brakiem solidnej edukacji finansowej na każdym poziomie nauczania. Uważamy, że niedostateczna edukacja finansowa powoduje ciągłe zubażanie społeczeństw. W tej książce dostarczamy niezbędnych narzędzi ludziom, którzy zdecydowali się wieść bogate i dające satysfakcję życie”. Autorzy poruszyli w książce wiele ważnych, aktualnych tematów, wśród których znalazły się między innymi:

• wspólne obawy: coraz mniej liczna klasa średnia; ale też możliwość wyboru pomiędzy znalezieniem się w gronie bogatych zamiast pośród biednych;
• postawa roszczeniowa: to powszechne nastawienie osłabia kraje Zachodu i odbije się echem na całym świecie;
• decydujące chwile: w jaki sposób możesz nauczyć się dostrzegać lekcje, których udziela Ci życie i korzystać z nich tak, by dzięki temu poprawiać swoją sytuację finansową i jakość własnego życia;
• finansowy alfabet: jego znajomość jest sposobem na to, byś mógł panować nad Twoimi finansami, Twoją przyszłością i Twoim życiem; a wszystko zaczyna się od edukacji.

Dwóch mężczyzn – jedno przesłanie… autorzy, którzy wywodzą się z różnych środowisk, każdy z nich ma własny punkt widzenia, odmienne doświadczenia, ale ich wspólną pasją jest edukacja. Obydwaj autorzy odnoszą sukcesy finansowe jako biznesmeni i inwestorzy. Ich książki znajdują się na listach bestsellerów, każdy z nich z łatwością mógłby napisać własną książkę na ten temat. Jednak zdecydowali się połączyć siły i wspólnie wypowiedzieć się na temat, który w ich przekonaniu jest ściśle związany z przyszłością świata.

Suma wiedzy i doświadczenia autorów − liderów i nauczycieli − to potężny czynnik motywujący do działania i przejęcia odpowiedzialności za własny finansowy byt. Może on być także zachętą dla tych, którzy podejmą decyzję i będą chcieli stać się ludźmi bogatymi, a więc finansowo niezależnymi.
Donald J. Trump jest uosobieniem amerykańskiego sukcesu. Ukończył The Wharton School of Finance, a jego nieruchomości mają najbardziej prestiżowe lokalizacje tak w kraju, jak i za granicą. Są wśród nich między innymi: znany na całym świecie wieżowiec przy 5. Alei zwany Trump Tower, Trump Park Avenue, legendarny klub Mar-a-Lago w Palm Beach, a także dopiero budowany hotel Palm Trump International Hotel & Tower w Dubaju.

Jego zafascynowanie golfem odzwierciedlają cztery wielokrotnie nagradzane pola golfowe w USA oraz jedno, które niedługo ma powstać w Szkocji. Nominowany do nagrody Emmy, gwiazda i współproducent bardzo popularnego programu telewizyjnego The Apprentice oraz autor 7 bestsellerów – Donald Trump jest prawdziwym gigantem medialnym.

Robert T. Kiyosaki – autor książki “Bogaty ojciec, Biedny ojciec”, która wkrótce po wydaniu stała się międzynarodowym bestsellerem – jest inwestorem, przedsiębiorcą specjalizującym się w inwestycjach w górnictwie i nieruchomościach; jest także nauczycielem, którego poglądy na temat pieniędzy i inwestowania stoją w jawnej sprzeczności z powszechnie panującymi opiniami. Bogaty ojciec, Biedny ojciec, książka wydana w 1997 roku, od prawie 7 lat zajmuje czołową pozycję na słynnej liście bestsellerów New York Timesa. Przetłumaczona na 46 języków i dostępna w 97 krajach seria książek „Bogaty ojciec” została sprzedana w nakładzie ponad 26 milionów egzemplarzy na całym świecie oraz zdominowała listy bestsellerów w Azji, Australii, Ameryce Południowej, Meksyku, Afryce Południowej i Europie. Robert Kiyosaki podważył i zmienił to, w jaki sposób myślą o pieniądzach dziesiątki milionów ludzi na świecie.

Instytutu Praktycznej Edukacji. jest wydawcą książek, multimediów i planszowych gier edukacyjnych. Instytut prowadzi również serwisy internetowe skierowane do inwestorów, biznesmenów, a także do działających na tym polu kobiet. Instytut od ponad 7 lat wspiera rozwój finansowej inteligencji Polaków. Pomaga w rozwijaniu umiejętności w zakresie finansów osobistych, inwestowania i prowadzenia własnej firmy. Instytut posiada na wyłączność prawa do wydawania na polskim rynku serii książek „Bogaty ojciec” Roberta Kiyosaki. Te międzynarodowe bestsellery pomogły milionom osób osiągnąć finansową niezależność. Instytut wydał również na polskim rynku grę CASHFLOW® 101 Inwestowanie, która praktycznie każdemu może pomóc zdobyć umiejętności potrzebne do zgromadzenia majątku oraz pozwalające wydostać się z wyścigu szczurów.

O AUTORZE: Robert Kiyosaki, autor książki “Bogaty ojciec, Biedny ojciec”
to inwestor, biznesmen i nauczyciel. Uczy innych, jak sprawić, aby pieniądze ciężko pracowały dla nas, a nie my dla pieniędzy. Sprzeciwia się tradycyjnemu postrzeganiu finansów i inwestowania. Twierdzi, że często powtarzana rada - zdobądź dobrze płatną pracę, wytrwale pracuj, oszczędzaj, spłacaj długi i inwestuj długoterminowo - jest przestarzała. Aby poznać prawie wszystkie sekrety Bogatego ojca i Roberta Kiyosaki, odwiedź stronę: http://www.bogatyojciec.pl

Cashflow : Uciec od szczurów


Edukacyjna gra Kiyosakiego uczy, w jaki sposób najszybciej uwolnić sie od konieczności pracy zarobkowej.W „Cashflow” może grać od 2 do 6 osób, każda z osób dostaje figurkę szczurka,którą porusza się po wewnętrznym kręgu na planszy – w tzw. wyścigu szczurów. Przy czym w definicji Kiyosakiego wyścig szczurów nie polega na ściganiu się z innymi o stanowiska i pieniądze – ale na sytuacji, kiedy praca jest jedynym źródłem utrzymania, a każde podniesienie zarobków prowadzi do zwiększenia wydatków, braku pieniędzy, a nawet zadłużenia.

Gra uczy, że nie należy koncentrować się na zarobkach w pracy – ale na nabywaniu aktywów przynoszących dochód: nieruchomości, udziałów w przedsiębiorstwach, obligacji, akcji przynoszących dywidendy – i ponownym inwestowaniu dochodów. Wyścig szczurów kończy się, gdy miesięczne dochody z inwestycji przekraczają miesięczne koszty życia – i gracz przechodzi na zewnętrzny krąg, który jest właściwie niekończącymi się wakacjami – nie trzeba już więcej pracować.

Ciekawe jest podejście do akcji. Na nic zdają się maksymy doradców: kupuj, trzymaj przez dłuższy czas i dywersyfikuj. Akcje w grze kupuje się, gdy są tanie i firma ma kłopoty, a sprzedaje się, gdy idą w górę. Kiyosaki jednak nie nazywa kupowania akcji w nadziei, że kiedyś zdrożeją, inwestowaniem – używa słowa spekulacja.

Daniel Denisiuk
Metropol, 12. lipca 2006 r.

Czy jesteś gotowy zrobić pierwszy krok ku niezależności finansowej?
Gry mogą powiększyć Twój zasób pojęć z dziedziny finansów. Naucz się,
jak wydostać się z wyścigu szczurów na szybki tor, gdzie to pieniądze
ciężko pracują dla Ciebie, a nie Ty dla pieniędzy.

Zobacz dlaczego » Im częściej grasz w tę grę, tym stajesz się bogatszy

O AUTORZE: Robert Kiyosaki, autor książki “Bogaty ojciec, Biedny ojciec” to inwestor, biznesmen i nauczyciel. Uczy innych, jak sprawić, aby pieniądze ciężko pracowały dla nas, a nie my dla pieniędzy. Sprzeciwia się tradycyjnemu postrzeganiu finansów i inwestowania. Twierdzi, że często powtarzana rada - zdobądź dobrze płatną pracę, wytrwale pracuj, oszczędzaj, spłacaj długi i inwestuj długoterminowo - jest przestarzała. Aby poznać prawie wszystkie sekrety Bogatego ojca i Roberta Kiyosaki, odwiedź stronę: http://www.bogatyojciec.pl

Cashflow : Żeby wygrać trzeba grać


Jak robić pieniądze? Książki milionera Roberta Kiyosakiego, które odpowiadają na to pytanie, kobiety kupują chętniej niż poradniki o odchudzaniu. Kiyosaki stworzył też grę Cashflow. Uczy ona, jak ze świata tych, którzy wydają wszystko na codzienne potrzeby, przejść do świata inwestorów. Gdzie pieniądze robią nowe, coraz większe pieniądze. Nasza reporterka Agnieszka Litorowicz-Siegert razem z Marzeną, Anną, Joanną i Magdą zagrała w Cashflow i przekonała się, że każdy ma szansę być bogaty.

Owalny stół. Przy nim dziewięć osób, w tym ja. Marzena Bogdańska, organizatorka spotkań przy Cashflow, rozkłada na koronkowej serwecie planszę i karty do gry. Patrzę na moje partnerki. Spędzimy tu trzy i pół godziny. One grają kolejny raz, ja pierwszy. Cashflow obnaża charaktery. Może zmienić życie. Kiedy Marzena rozdaje karty, jeszcze w to nie wierzę. Rzucam kostkami i wciąż myślę, że to tylko zabawa.

Początkowy etap gry to gonitwa szczurów po zamkniętym okręgu w centrum planszy, wymowny symbol pogoni za pieniędzmi na bieżące potrzeby. Zapłacić rachunki, kredyt, ratę, kupić ubranie, jedzenie, książki dla dzieci. Jeszcze kino, kolacja na mieście, wakacje, jakieś zakupowe szaleństwo. Wszyscy tak mamy. Żeby zebrać pieniądze na wyrwanie się z wyścigu, trzeba dobrze inwestować. Kupuje się akcje, nieruchomości, sztukę. Kartoniki, kolejne szanse na zysk, ciągnie się ze stołu. Cel: zgromadzenie nadwyżki do zainwestowania. To warunek wydostania się z błędnego koła.

Anna Piechowicz (gra piąty raz), szczupła szatynka, bez sympatii patrzy na figurkę swego plastikowego szczurka. Jej wyścig trwa. Miała w życiu jeden niefart i wciąż za niego płaci. Ma 39 lat, od ośmiu mieszka w Warszawie. Studiowała architekturę, ale szyb- ko wsiąkła w inną dziedzinę. W firmie informatycznej musiała nauczyć się księgowości, marketingu, zarządzania. Dorabiała, oprowadzając wycieczki po Krakowie. Założyła swój biznes, została audytorem. Przyjechała do Warszawy, bo nadarzyła się okazja współpracy z dużym zleceniodawcą. Szło dobrze i wtedy urodziła się Bietka, dziś czteroletnia. Po pół roku macierzyńskiego Anna nie miała już do czego wracać. Wtedy trafił się kontrakt mina. Współpraca z firmą, która za chwilę miała paść na łopatki. Utopione pieniądze i psychiczny dół. Anna jest ambitna, ale gdy ma się na utrzymaniu dziecko, wynajęte mieszkanie, a do tego długi, ambicja do przeżycia nie wystarcza. Znalazła pracę, ale to za mało. Skupiona rzuca kostką. Musi się wyzwolić z zaklętego kręgu na planszy i w życiu.

Marzena Mazur, blondynka o dużych oczach i śniadej cerze, uśmiecha się wyrozumiale, gdy kolejny raz losuje pole oznaczające koszty zamiast zysków. Raz na wozie, raz pod wozem. Ma 32 lata, jest doktorem psychologii, pracuje na uczelni i prowadzi swoją firmę: szkolenia z komunikowania się, negocjacji, technik sprzedaży. Kiedy miała 18 lat, wyprowadziła się z domu, wynajęła mieszkanie, zarabiała korepetycjami z angielskiego i matematyki. Po roku kupiła pierwszy samochód. Wyjechała na stypendium do USA. Wróciła, skończyła studia, rozkręciła firmę. Trzy lata temu kupiła wymarzony motor yamahę. Lubi dobre wina, eleganckie restauracje. Ma coraz więcej i wydaje coraz więcej. Spłaca kredyty, nie ma oszczędności. Firma mogłaby się rozwijać, a jest constans. Co działa nie tak? W grze jest równie ambitna jak w życiu. Ale widzi, że ma typowy problem klasy średniej: im lepsze zarobki, tym większa konsumpcja. Tak nie można. Jako pierwsza wyrywa się z wyścigu szczurów. Z ulgą, ale bez euforii.

W życiu też przeskok do wyższego etapu gry skalkulowała na spokojnie. - Zaczęłam od prześwietlenia wydatków. Wcześniej nie miałam pojęcia, na co dokładnie idą moje pieniądze. Zaczęłam zapisywać, podliczać. Zauważyłam, że da się zrobić oszczędności, nie rezygnując ze standardu życia. Kupujemy tańsze wina i sery, kolacje jadamy w tańszych, ale nie gorszych restauracjach. Kupuję jedną, a nie trzy bluzki na miesiąc, jedną, a nie dwie pary butów na sezon. Znalazłam w Wołominie sklep z markowymi ciuchami, które w Warszawie kosztują 30 proc. więcej.

Następna wydostaje się z wyścigu Joanna Łukaszewicz - Bernady. Zostały jej dwa pola do końca. Trzydziestodwulatka, magister zarządzania. Jeszcze na studiach zafascynowała ją fantastyka, reiki, potem feng shui. Po dyplomie przez półtora roku prowadziła internetowy serwis ezoteryczny Radia Zet. Grała w scenariuszowe gry strategiczne RPG. Szukała złotego środka między pędem do sukcesu i pieniędzy a dążeniem do rozwoju, kontaktu z naturą, realizowania pasji. Wyjechała na rok do Stanów. Chodziła na warsztaty technik szamańskich, uczyła się energetyzującego tańca, medytacji. Zrozumiała: chce harmonijnie łączyć “mieć” i “być”. Została konsultantką feng shui, ma pomysł na firmę, prowadzi zajęcia tańca dance alive uczącego harmonii ciała i umysłu. Chce znaleźć sposób na zarabianie pieniędzy w zgodzie ze swoją filozofią. Czasami przesuwając swojego szczurka, robi strategiczne błędy, kupiła akcje nierentownego przedsiębiorstwa i straciła. Kupiła starą monetę, którą musiała sprzedać za bezcen. Nie złości się, chociaż chciałaby już unikać takich wpadek. Ale to się zdarza. Także w rzeczywistości.

- Kilka miesięcy temu zrobiliśmy z mężem dokładnie odwrotnie, niż radzi Kiyosaki. Kupiliśmy dom do remontu. Pochłonął mnóstwo pieniędzy. Zamiast kupić coś na wynajem, by mieć stałe dochody, utopiliśmy oszczędności w inwestycji, na której nie zarobimy.

Czwarta kobieta przy stole to Magda Urbańska. 29 lat, szczupła, z krótką ciemną fryzurką. Rekordzistka. Zagrała w Cashflow ponad sto razy. Gra systematycznie, coś zapisuje, nie poddaje się emocjom. Dla niej to trening. Ma swój cel i idzie do niego małymi krokami. - Dzięki Kiyosakiemu zrozumiałam, że można z niskiego pułapu zawodowego wskoczyć na dużo wyższy poziom życia. Z kasjerki stać się bizneswoman. Do tego teraz dążę. Była kasjerką w dobrych sklepach, widziała klientki obracające dużą gotówką. Sama tylko przekładała pieniądze. Szybko odkryła, że ma złe podejście do pracy, ulega stereotypowi: moja posada jest kiepska, więc normalne, że narzekam. Mało zarabiam, siedzę w firmie godzinami, nie mam satysfakcji. Szukała iskry, która rozpali w niej chęć do zmian. Szeroko otworzyła oczy i uszy, trafiła na Marzenę Bogdańską. Została jej asystentką, dzięki czemu ma stały kontakt z Cashflow. Teraz już wie, czego chce. Nie wielkich pieniędzy, ale wygodnego życia. Rzuca kostką metodycznie, analizuje każdą możliwość zysku. Kiyosaki ma rację. Każdy ma szansę wyrwać się z wyścigu szczurów. Ale w jaki sposób odłożyć, kiedy i tak zarabia się na styk? Zdaniem Magdy trzeba stosować politykę małych zysków. Grając, nie rzuca się szaleńczo na łatwe przychody, spokojnie idzie do przodu. A w prawdziwym życiu? Magda uśmiecha się: - Miałam niedużą pensję i wydawało mi się, że absolutnie nie mam z czego zaoszczędzić. Ale trzy miesiące temu rzuciłam palenie i okazało się, że to była bardzo ważna pozycja w moim budżecie. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Robi się gorąco. Wszyscy wyskoczyliśmy wreszcie z zaklętego kręgu, po którym biegały nasze szczury, i teraz rozkręca się poważniejsza rywalizacja. Kto pierwszy osiągnie swój cel, komu bardziej zależy? Wyciągam kartę z przestojem w grze. Nie idzie mi za dobrze, utopiłam kupę forsy w akcjach firmy elektronicznej. Ale OK, mogę chwilę ochłonąć. Popijam kawę i analizuję cele, które wybrały moje przeciwniczki: Joanna chce zostać właścicielką małej farmy w centrum dużego miasta, takiej gdzie przychodzi się, żeby pobyć w sielskich warunkach, pokazać dzieciom żywe zwierzęta. Anna marzy o podróży dookoła świata. Marzena chciałaby dofinansować akcję charytatywną, Magda kupić stary las, dom, być panią w prywatnym raju.

Nagle Marek, jeden z graczy, musi odebrać telefon. Robimy przerwę. Rozmawiamy o tym, co daje Cashflow. Poza przyjemnością i zabawą jest narzędziem, które moje koleżanki wybrały do rozwijania inteligencji finansowej. Zachęcił je Kiyosaki. Przeczytały jego książki. Ja jestem sceptyczna: gra mimo wszystko jest teorią, transfer jej reguł do realnego życia to większa sztuka niż zarabianie i inwestowanie papierowych pieniędzy. Hipotetyczne operacje mają przenieść się w świat prawdziwych zdarzeń, rzeczywistego ryzyka. Ale jak nauczyć się inwestować, obracać pieniędzmi, zmieniać spojrzenie na własne finanse, gdy jest się kobietą nieprzywykłą do płacenia rachunków, analizowania wydatków, uprawiającą ulubioną politykę leczenia złego nastroju zakupami?

Dziewczyny podkreślają: wiedziały, że to będzie trudne. Ale postawiły sobie cel, tym razem już rzeczywisty. Anna wyjście z finansowego dołka i odzyskanie niezależności, Joanna stworzenie firmy, Magda zebranie pieniędzy na własny biznes, Marzena wzmocnienie firmy tak, by zainwestowane pieniądze pracowały na nią, a ona mogła oddać się swojej pasji pracy ze studentami. W tle są domy, samochody, egzotyczne wakacje, dostatnie życie z komfortowym marginesem oszczędności. Ale jeszcze nie teraz. Teraz trzeba oszczędzać.

Czy to musi oznaczać wielkie wyrzeczenia? Anna zdradza swoją strategię: omija miejsca pokus, wyprzedaże, promocje. - Po prostu mniej konsumuję. Myślę o przyszłości, że Bietka będzie rosła, a razem z nią wydatki. Mój plan zakłada stabilizację, spłatę zobowiązań, zarabianie, żeby obracać pieniędzmi. Kiedy widzi się sens oszczędzania, rezygnacja z przyjemności nie jest taka przykra. Po prostu czemuś służy.

Wznawiamy grę. Anna rzuca kostkami pierwsza. - Nie wolno stawiać wszystkiego na jedną kartę. Cena może być zbyt wysoka - mówi. Teraz wiem, że dobrze wie, co mówi. Przy stole zachowuje się tak, jakby obracała realną gotówką. Ta gra jest lustrem naszych prawdziwych zachowań. (Matko, to znaczy, że ja się tak wściekam, gdy przepłacam za buty, i upieram się, że to nie moja wina, choć mąż udowadnia mi finansowy błąd?!)

Po dwóch godzinach wciąga nas na dobre. Czujemy już smak zwycięstwa lub przegranej, tak jak w moim przypadku. Obserwuję twarze graczek. Każda z nas dała się ponieść. Ale też każda po zaliczonym ruchu mimo emocji zagląda przez sekundę w swoją duszę. Magda, która grała ponad sto razy, uważa, że kobiety są lepszymi analityczkami niż mężczyźni. Oni się emocjonują, grają ambicjonalnie, one wyciągają wnioski ze swoich zachowań, przyglądają się bar- dziej sobie niż innym graczom.

Uczestniczki gry potwierdzają, że Cashflow pozwala poznać własne możliwości, skłonności, gotowość do podejmowania ryzyka, odporność na porażki. Anna: - Od lat pracuję w sektorze finansów, ale początkowo każda gra była dla mnie bolesnym doświadczeniem. Myślałam, że miło się zabawię, a tu łup-łup po głowie. Okazywało się, że nie umiem przegrywać, złości mnie, gdy komuś idzie lepiej. Dopiero z czasem odkryłam najważniejszą zasadę: nie wolno odpuszczać. Trzeba wierzyć w wygraną. Kiedy stoi się w miejscu i próbuje cicho przeczekać złą passę, jest tak jak z rowerem: jeśli stajesz, to upadasz. Magda: - Grając, uczę się panować nad emocjami, ale też korzystać z intuicji i obserwować zachowania innych graczy. Dzięki temu dostrzegam szanse. Joanna: - gram, przegrywam, wściekam się: znów komuś się udało, a mnie nie. Ale potem uświadamiam sobie: tak jest w życiu. Farty i wpadki. Ludzie zakładają firmy, wiedzie im się lepiej albo gorzej, ale nie siedzą bezczynnie. A ja czasem zamierałam w pół drogi i myślałam: co będzie? Obok płynęły szanse, ale ja nie umiałam chwycić. Teraz wiem, że liczy się optymizm, nie wolno myśleć negatywnie. Czasami, gdy w grze coś szło nie tak, siadał mi nastrój, przestawałam wierzyć w wygraną. I zaczynałam przegrywać. Tak jest w życiu, dynamika zmienia się na plus, jeśli powiem sobie: zmieniam nastawienie, od teraz będzie lepiej. Marzena dodaje: - Gra pozwala przećwiczyć różne strategie, mniej lub bardziej agresywne. Bo każdy z nas jest inny, szuka swojej drogi.

Agresja - dobre słowo. Pod koniec gry wszyscy stajemy się coraz bardziej nastawieni na sukces. To się udziela. Mój sąsiad po prawej wylosował zawód kierowcy ciężarówki, a teraz jest krezusem na miarę Billa Gatesa. Kurczę, czy ja sroce spod ogona wypadłam - przykręcam sobie śrubę, przyspieszam z inwestycjami, za radą Anny studzę głowę przed strategicznymi decyzjami i ostatecznie robię kilka wcale niegłupich ruchów. Magda puszcza oko: Może zagrasz kiedyś na giełdzie? Kręcę głową, z językiem na brodzie przesuwam mój pionek, ale myśl mnie zastanawia: giełda? Marzena już gra na kontraktach krótkoterminowych. Jestem pod wrażeniem. Magda tłumaczy: nawet niewielką nadwyżkę pieniędzy można ulokować na giełdzie. Poważnie? Moim zdaniem to niemożliwe, niewykonalne, za trudne. Magda: - Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że będę zarabiać na giełdzie, uznałabym go za wariata.
Dowiaduję się, że wszystkie cztery po rozegraniu kilku gier skończyły kurs inwestowania na tzw. kontraktach krótkoterminowych. To giełdowe przedszkole, w osiem godzin (cztery teorii i cztery ćwiczeń) można opanować wiedzę potrzebną, żeby wejść do prawdziwej gry. Marzena: - Przez pierwsze dwa miesiące gra się “na sucho”, codziennie analizując kurs zamknięcia giełdy. I robi operacje na papierze: jak bym się zachowała, inwestując realnie. Ale ja jestem niecierpliwa, uzbierałam półtora tysiąca, założyłam konto przez internet i pierwszego dnia zarobiłam… trzysta złotych!

- Marzena odgarnia długie blond włosy. - To można ogarnąć, żadna filozofia. Kobiety nie grają, bo nie wierzą w siebie. A powinny. Magda jeszcze gra wirtualnie, ale lada moment zrobi pierwszą prawdziwą transakcję. Pewnie kupi sobie w nagrodę ulubione perfumy Kenzo. Albo nie, chyba raczej odłoży na kolejną inwestycję. Proszę, jak się człowiek szybko uczy. - Robię na razie wykresy kursów, wyrabiam sobie systematyczność. I uczę się przegrywać. Bo inwestując, trzeba umieć pozwolić sobie na stratę nawet siedmiu punktów - mówi. Co to jest te siedem punktów? Och, to naprawdę nic trudnego, Magda miała z matematyki zaledwie mierny, a z kontraktami radzi sobie bez problemu. Anna nie gra, bo nie ma pieniędzy, żeby tracić je bez bólu. Zagra, jak odłoży odpowiednio dużo. Joanna jeszcze w liceum chodziła na kurs maklera giełdowego. Potem odpłynęła w inny świat. Teraz chce wrócić. Dobrze, że nikt nie mierzy tu poziomu inteligencji finansowej, mój wynik byłby pewnie zupełnym obciachem.

Finał. Wygrał Bill Gates, za nim Magda, Anna, Piotr, który z radości, że kupił wielki jacht, zaprasza nas na piwo. Ja w sumie całkiem przyzwoicie, przedostatnia. Jak na pierwszy raz może być. Wstaję od stołu i przyciskam do muru moje nowe znajome: chyba tak naprawdę macie z Cashflow zysk nie tylko wirtualny? Marzena po aksamitnej finansowej rewolucji, która dokonała się w jej głowie, spłaciła z narzeczonym wielką działkę pod Warszawą, dali sobie dwa lata na wyzerowanie reszty kredytów. Następnych już nie wezmą. Marzena myśli o włożeniu pieniędzy w rynek nieruchomości biurowych. Anna planuje inwestowanie w firmę zajmującą się nowoczesnymi technologiami. Joanna wydała w listopadzie Księgę dobrych wróżb swojego autorstwa, teraz szuka miejsca, gdzie ulokuje centrum, w którym będzie uczyć, jak osiągnąć równowagę, nie rezygnując z materialnego sukcesu. Magda planuje grę na poważniejszych rynkach, może na WIG 20, cokolwiek miałoby to znaczyć. Zauważyła na Bielanach sklep Szop - Pracz z mydłami, proszkami na wagę. I wieloma klientami. Może założy taki sam? Patrzę na nie z ciekawością. Może to racja, co radzi Kiyosaki: trzeba zacząć inaczej myśleć o swoich pieniądzach. Marzena w taksówce wiozącej nas z Bielan do centrum mówi: - Pracodawca płaci za nasze umiejętności i czas. A gdyby te umiejętności pracowały na nas też poza etatem? Jeżeli umiesz piec ciasta, tłumaczyć z angielskiego, projektować kapelusze czy układać kwiaty, otwórz małą firmę i zarabiaj tylko dla siebie. Kierowca spogląda na nas uważnie w lusterku. Marzena uśmiecha się, ja patrzę na mrugającą neonami Warszawę. Robert Kiyosaki pewnie wygląda oknem z apartamentu na Manhattanie. Jest dziś milionerem. Nie robi nic. Zainwestował w nieruchomości, teraz odcina kupony. Ma czterdzieści siedem lat. Ja dziesięć mniej. Jak dojadę do domu, spróbuję rozpisać na kartce miesięczne wydatki. Przysięgam, zrobię to pierwszy raz w życiu. A Ty? Może idź i zrób to samo. A potem coś odłóż, zainwestuj, zagraj o życiowe grand prix, finansową niezależność. I spotkajmy się w tym samym miejscu za dziesięć lat. - Agnieszka Litorowicz-Siegert

Co to jest: Cashflow?

Grę Cashflow wymyślił Robert Kiyosaki, autor bestsellerowych książek Kwadrant przepływu pieniędzy, Inwestycyjny poradnik biednego ojca, Mądre bogate dziecko, Bogaty ojciec, biedny ojciec. Ta ostatnia książka pobiła rekordy popularności, długo utrzymywała się na liście bestsellerów “New York Timesa” i “The Wall Street Journal”. Cashflow uczy, jak przestać pracować dla pieniędzy i spowodować, by to one pracowały na nas. Na starcie każdy gracz dostaje z przydziału zawód, status rodzinny, wysokość zarobków, zobowiązania finansowe: kredyty, pożyczki, rachunki. Porusza się po planszy pionkiem w kształcie szczurka, który ścigając się po zamkniętym kole bieżących wydatków, symbolizuje naszą pogoń za materialną niezależnością. Szczurek staje na jednym z trzech rodzajów pól: transakcyjnym, losowym albo rynkowym. Kiedy zdobędzie odpowiednią ilość oszczędności, wyrywa się z wyścigu po wewnętrznym kole i może już zdobywać inne, ambitniejsze cele, do których dąży poprzez umiejętne inwestowanie i pomnażanie pieniędzy.

Gra trwa około trzech godzin. W Polsce w dużych miastach istnieją już kluby cashflow organizujące rozgrywki. Listy i adresy klubów można znaleźć m.in. na stronach: http://www.bogatyojciec.pl lub www.mibpartner.pl. Można także kupić grę i grać w domu; kosztuje około 370 zł. Wszelkie informacje na ten temat znajdują się na stronie Instytutu Praktycznej Edukacji.

Agnieszka Litorowicz-Siegert
Twój Styl, numer 1 (174), styczeń 2005 r.

Czy jesteś gotowy zrobić pierwszy krok ku niezależności finansowej?
Gry mogą powiększyć Twój zasób pojęć z dziedziny finansów. Naucz się,
jak wydostać się z wyścigu szczurów na szybki tor, gdzie to pieniądze
ciężko pracują dla Ciebie, a nie Ty dla pieniędzy.

Zobacz dlaczego » Im częściej grasz w tę grę, tym stajesz się bogatszy

O AUTORZE: Robert Kiyosaki, autor książki “Bogaty ojciec, Biedny ojciec” to inwestor, biznesmen i nauczyciel. Uczy innych, jak sprawić, aby pieniądze ciężko pracowały dla nas, a nie my dla pieniędzy. Sprzeciwia się tradycyjnemu postrzeganiu finansów i inwestowania. Twierdzi, że często powtarzana rada - zdobądź dobrze płatną pracę, wytrwale pracuj, oszczędzaj, spłacaj długi i inwestuj długoterminowo - jest przestarzała. Aby poznać prawie wszystkie sekrety Bogatego ojca i Roberta Kiyosaki, odwiedź stronę: http://www.bogatyojciec.pl